Sobotni poranek na obozie misyjnym oznacza jego nieuchronny koniec. W chwili gdy to piszę przed nami pozostało jedynie śniadanie - ze stałych punktów programu... a potem ... pożegnania, pożegnania, uściski i powrót do domu. Dla mnie osobiście moment ten nie jest łatwy, ale - jak to się stało już moją obozową tradycją - wybieram z całą mocą patrzeć wprzód, zabierając jednocześnie ze sobą cały słodki bagaż nowo nabytych wiadomości, przeżyć, głębokich emocji, zapisanych w pamięci spotkań z Bogiem, które zmieniły coś wewnątrz, które wpłynęły na decyzje odnośnie kursu mojego życia. Jestem pewna, że wszyscy czujemy podobnie... Doświadczyliśmy wielkiej dawki wzruszeń. Stanowiły one wyborną okrasę dań głównych, przygotowanych dla nas pieczołowicie przez samego Boga... Chcę w tym miejscu podziękować naszemu Panu, Jezusowi Chrystusowi za to, że nie tylko przypomniał nam o naszym wielkim misyjnym zadaniu, ale jednocześnie zadbał o nas w tak niesamowity sposób. On mówi: IDŹCIE! I to nie ulega żadnej wątpliwości. Ale mówiąc to i rzucając hasło do wymarszu, Pan nasz zastawia zarazem przed nami stół. I jakże obfity jest to stół! Podczas tego tygodnia zostaliśmy nakarmieni Słowem Bożym, które było nie tylko odżywcze, głębokie i praktyczne, ale także podane w mistrzowski i porywający sposób. Dzięki Bogu za wszystkich mówców, którzy swoim profesjonalizmem i prezentowaną różnorodnością stylu ułatwiali "przełknięcie" i przyswojenie głoszonych prawd. Dzięki Bogu za ich autentyczność, za udzielającą się pasję, za śmiałość wizji, za odwagę potrzebną do uchwycenia się wszystkiego, co w Jezusie obiecane a przez wielu - niestety - nigdy nie odkryte..
Ten nasz wspólny pobyt w Wiśle był dla mnie czasem odświeżenia, nabrania wiatru w żagle, pielęgnowania moich skrzydeł; czas patrzenia w górę, na sprawcę i dokończyciela naszej wiary; czas opatrywania ran, czas bliskości i wielkiej radości.
Jestem wdzięczna mojemu Najlepszemu Przyjacielowi za wszystkich Was; czyż nie jest cudowne, że możemy się uczyć i inspirować nawzajem? Zapisuję w pamięci wykłady, modlitwy, ale i rozmowy.. a także Wasze świadectwa, Waszą życzliwość i serdeczność!
A zatem.... tak wiele otrzymaliśmy. Niech to wszystko co mówił Bóg, zostanie w naszych sercach i przyniesie obfity owoc.
A zatem... wzdychając lekko przy pożegnalnym uścisku dłoni... idźmy w tym namaszczeniu, w tej mocy, w tej miłości, która jest siłą napędową naszych działań.
Życzę sobie samej i wszystkim, abyśmy spotkali się na następnym obozie jako ci, którzy wypełniają całą Bożą wolę dla nas; jako ci, którzy owocują, których liść nie więdnie...
To był cudowny czas. Na obozie. Cudowniejszy jeszcze czas przed nami! W naszym świecie. Na co dzień. Idźmy więc. Niech nas nie ominie to, co czeka za kolejnym zakrętem na drodze. Jesteśmy odpowiedzią na czyjąś modlitwę, na potrzeby świata. To wielka rzecz. Wielki Bóg jest po naszej stronie!
Subskrybuj:
Komentarze do posta (Atom)
0 komentarze:
Prześlij komentarz